Świadectwa - Bractwo Adoracji Najświętszego Sakramentu u Michalitów w Stalowej Woli

Bractwo Adoracji Najświętszego Sakramentu
im. bł. Bronisława Markiewicza
przy Parafii Trójcy Przenajświętszej w Stalowe Woli
Bractwo Adoracji Najświętszego Sakramentu
im. bł. ks. Bronisława Markiewicza
przy Parafii Trójcy Przenajświętszej w Stalowej Woli


Przejdź do treści
Aktualności
Zapraszamy do podzielenia się Waszym osobistym spotkaniem z Jezusem Eucharystycznym.
Świadectwo można przesłać na adres: kontakt@adoracja.eu
Mamy już pierwsze świadectwa. Zachęcamy do lektury.

Dotarłam do celu.
 
   Trzymam w ręku legitymację członkowską Bractwa Adoracji Najświętszego Sakramentu. Składam ją, czytam, obracam w milczeniu i chowam. Jeszcze trwa Msza święta, a po niej wystawienie Najświętszego Sakramentu i godziny cichej adoracji Jezusa Eucharystycznego.
   Z serca płynie nieustanne dziękczynienie i skrywane powstrzymywane łzy.
 
   Moja godzina łaski. Odpoczywam w żywej obecności ukrytego Boga. Kojąca cisza spływa z ołtarza pokojem w niespokojne serce. Przed nim przeżywam swoje życie.
 
   Wychodzę czując się obmyta i bardziej czysta. Wracam do domu i ludzkich spraw w milczeniu chcąc przedłużyć tę ciszę i nieść ją w swoje życie, w swój dom.
 
   Trwanie w ciszy przed Bogiem owocuje porządkowaniem życia moich bliskich.
Pan rozwiązuje życiowe problemy po ludzku nie do rozwiązania. Prostuje to, co krzywe i leczy, uzdrawia to, co chore. Łaska ciszy pracuje w duszy z wielką mocą. Pozwala słyszeć w sercu głos Boga.
 
   Kiedy pół roku temu zaistniała szansa na utworzenie Bractwa Adoracji Najświętszego Sakramentu
w mojej parafii – nie mogłam w to uwierzyć. Czy to możliwe, żeby Kościół był otwarty i czy znajdą się chętni do odpowiedzialnej obecności przed Najświętszym Sakramentem w wyznaczonych godzinach? Powoli sprawa konkretyzowała się.
 
   Osobiste świadectwo Pani Marianny było poruszające, a dla mnie zachętą do przystąpienia do tego Bractwa. Jednakże wątpliwość i niepewność, czy podołam i czy wywiąże się z obowiązku wytrwania
w deklarowanej przynależności, toczyły walkę wewnętrzną.
   I stało się coś, co mnie zaskoczyło, a zarazem utwierdziło w podjętej decyzji.
Podczas piątkowej adoracji 12 września 2015 r. we Wspomnienie Najświętszego Imienia Maryi zostałam uzdrowiona, dokładnie moje oczy. Od pewnego czasu miałam problem ze wzrokiem.
Przed oczami przelatywały mi tzw. pajączki w takiej ilości, że przeszkadzały mi w czytaniu.
Nieustannie przesuwały się przed oczami powodując niezdolność do czytania. Mówiłam: Panie, kto mi będzie czytał Pismo święte, jeśli stracę wzrok. Ponad pół roku nosiłam skierowanie do okulisty i trudno było się wybrać, zawsze była jakaś przeszkoda.
 
   12 września Pan ukryty w Hostii przykuwał mój wzrok do siebie tak, że przez 2 godziny
nie mogłam oderwać od Niego oczu. Czułam delikatne, a jednocześnie mocne przyciąganie wzroku. Później sama dziwiłam się, jak można tak zapatrzeć się i nawet na chwilę nie oderwać wzroku
od monstrancji. Po kilku dniach zorientowałam się, że nie mam przeszkody w czytaniu. Boże!
Nie mam latających muszek przed oczami. I lepiej widzę!
Mogę czytać nawet o zmroku.
 
   Serce zalała radość i wdzięczność Bogu i Maryi.
 
   Otrzymałam prezent od Bożej Matki, dla której noszę w sercu szczególną miłość. Jestem przekonana, że to uzdrowienie zawdzięczam wstawiennictwu Niepokalanej. Chwała Panu!
 
   Jest taki wiersz księdza Jana Twardowskiego pt. ”Czekanie”. Scena wzięta prosto z ulicy: pies przed sklepem czekający na swego pana. Obserwacja zachowania zwierzaka, jego napięcie, uwaga, utkwione oczy w drzwiach, wypatrujące swego pana, czujność, tęsknotę i radość z powrotu pana.
W konkluzji autor proponuje, abyśmy się uczyli od psa czekania na przyjście swojego Pana.
 
   Myślę, że tego uczę się podczas mojej godzinnej adoracji: czekać na przyjście mojego Pana. Tęsknić za Nim, radować się Jego obecnością w życiu, być gotowym i świadomym Jego nadejścia,
tak, aby gdy stanie u drzwi i zakołacze – móc otworzyć i powiedzieć jak mała Święta Tereska:
„Ja nie umieram – ja wchodzę w życie” Dotarłam do celu: „jest Bóg i czegóż mi więcej…”
 
   Patrzę wstecz tylko dlatego, by jeszcze raz Bogu podziękować za wszystko, za swoją historię życia trudną, bolesną grzeszną. Podziękować za cud Bożego Miłosierdzia i Jego Opatrzność nade mną
i moją rodziną, za życie, za wiarę, za ludzi, za wszystko. Powiedzieć, że: „nie umiem dziękować Ci Panie, bo małe są moje słowa. Zechciej przyjąć moje milczenie i naucz mnie życiem dziękować”.
 

Amen, Niech się tak stanie.
 
Janina

Spotkajmy się u Jezusa!

  Gdyby ktoś chciał zaspokoić swoją ciekawość, kim jestem, to odpowiedź znajdzie na kartach ewangelii. Jestem u Szymona na posiłku z zaproszonym Jezusem, wprawdzie nieproszona i nie przy stole, ale u stóp Jezusa. Czuję sercem myśli Szymona: „Gdyby On był prorokiem, wiedziałby, co za jedna i jaka jest ta kobieta, która się Go dotyka, że jest grzesznicą”. Spłakana odchodzę już innym człowiekiem, a w uszach i sercu nieustannie brzmią słowa Jezusa: „Dlatego powiadam Ci; odpuszczone są jej liczne grzechy, ponieważ bardzo umiłowała. A ten, komu mało się odpuszcza, mało miłuje”.
Już nie obchodzi mnie co myśli Szymon …
  Gdybym żyła w czasach Jezusa, pewnie by mnie ukamienowano. Mam farta!
Urodziłam się dużo później. Polano mi głowę wodą w imię Ojca i Syna i Ducha świętego
zanurzając mnie w mękę, śmierć i zmartwychwstanie Tego, który mi powiedział:
„Idź w pokoju, twoja wiara cię ocaliła”.
  Dlatego u stóp Jezusa opłakuję błędy życia i razem z psalmistą wylewam przed Nim łzy …
Nigdy mnie nie potępił, nie upokorzył, codziennie dodaje mi odwagi, przebacza i podnosi …
  Więc spotkajmy się u Jezusa, niekoniecznie u Szymona, może w Kanie, może w Nazarecie,
a może na Golgocie? Tysiące miejsc, w których możemy się spotkać
z Jezusem.
Wystarczy tylko siąść u Jego stóp, otworzyć Pismo święte i wczytać się w ewangelię.
"Nie chcę zestarzeć się w grzechach.
Nie chcę już jeść strąków.
Chcę jeść Białego Chleba,
Chcę „bliżej Ciebie być, o Boże mój"
Więc spotkajmy się u Jezusa.

Janina

Wróć do spisu treści